Metropolia śląsko-zagłębiowska utworzona niemal pięć lat temu miała być lekarstwem na bolączki regionu. Na razie lekarstwo może nie jest gorsze od choroby, ale na pewno ciężko jest mówić o skuteczności.

Metropolia od początku budziła wątpliwości i kontrowersje. Najpierw dyskutowano o nazwie, potem o szczegółach lokalizacji. Jako pierwsze zrezygnowało Jaworzno, a na granicy miasta stanęły nawet stosowne znaki informujące, że oto opuszczamy obszar metropolii. Historycznie nawet słusznie, bowiem Jaworzno nie leży ani w Zagłębiu, ani na Śląsku, ale jest częścią Małopolski. Jednak pewien niesmak pozostał. Następnie przeciwni utworzeniu metropolii byli działacze Ruchu Autonomii Śląska, którzy uważali, że to ersatz autonomicznego, samorządnego województwa. Czołowi politycy Ruchu do dziś tak uważają i trudno im nie przyznać – przynajmniej w pewnym zakresie – racji.

To prawda, że metropolia prezentowana była czasem jako alternatywa, lepsza, bo realna, dla postulowanej przez środowiska regionalne autonomii. Doświadczenie ostatnich lat dowodzi, że taką alternatywą nie jest. Jej utworzenie nie rozwiązuje bowiem dwóch głównych problemów, z jakimi borykają się wspólnoty regionalne i lokalne – braku możliwości stanowienia prawa dostosowanego do lokalnych uwarunkowań i braku finansowej stabilności. Monopol ustawodawczy władz centralnych i postępująca centralizacja finansów sprowadzają samorządność w Polsce do wydmuszki. Metropolia może być w tych warunkach wyłącznie listkiem figowym. Nie dysponuje żadnymi środkami, by bronić nas przed pazernością rządu w Warszawie.

Na pytanie, czy metropolia to mierny zamiennik autonomii, Jerzy Gorzelik odpowiada:

Metropolię prezentowano często jako rozwiązanie, które zasadniczo zmieni jakość naszego życia. Oczekiwania były zatem wysokie. Skończyło się na KZK GOP bis, bowiem wystarczy spojrzeć na budżet, by przekonać się, że metropolia zajmuje się głównie transportem publicznym. Dysponuje wprawdzie większymi środkami, ale to nie na tyle duża różnica, by mieszkańcy mogli odczuć wyraźny wzrost jakości usług. Ja sam nie wiązałem z metropolią wielkich nadziei, więc nie spotkało mnie rozczarowanie. Metropolia warta jest tyle, ile wynosi zagwarantowany ustawowo udział w podatku PIT – niecałe 350 milionów złotych. Ta wartość dodana, wynikająca z istnienia metropolii, zbliżona jest do rocznych wydatków Świętochłowic. Lepiej mieć te pieniądze niż ich nie mieć, ale biorąc pod uwagę emocje towarzyszące powołaniu metropolii, wypada podsumować: z dużej chmury mały deszcz.

Lider Ruchu Autonomii Śląska na koniec dodaje:

Idea metropolii nie jest z gruntu zła. Zadania publiczne powinny być realizowane na najniższym szczeblu, na którym można wykonywać je skutecznie. Władze regionalne powinny przejąć znaczącą część kompetencji z góry – od rządu, a nie z dołu.

A co Wy sądzicie o metropolii? Spełnia swoje zadania?

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.