Skazany na ukrzyżowanie szedł na miejsce kaźni wiedząc, że czeka go straszliwa, długa i bolesna śmierć. Będąc przybitym do krzyża Jezus musiał utrzymać pozycję nienaturalną i niewykonalną dla anatomii – pisze w swoim opracowaniu dr C. Truman Davis.

Męki były niewyobrażalne. Zgięte pod kątem ok. 45º kolana, cały ciężar ciała spoczywał na mięśniach ud, wbrew ludzkiej anatomii. Z tego też powodu po kilku minutach wystąpiły silne skurcze mięśni ud i łydek. Stopy przebite gwoździem nie dawały żadnego oparcia, więc gdy mięśnie dolnych kończyn zaczynały słabnąć, ciężar ciała musiał zostać przeniesiony na nadgarstki, ramiona i barki, co w efekcie powodowało, że po kilku minutach na krzyżu, barki Jezusa zostały wyłamane ze stawów. W następnych minutach podobny los spotkał łokcie i nadgarstki. Aby móc oddychać Jezus musiał przenieść ciężar na stopy, przebite gwoździem, żeby podnieść swoje ciało i w ten sposób opuścić klatkę piersiową i wypuścić powietrze z płuc. Dodatkowo problemem było to, że Jezus nie mógł w łatwy sposób oprzeć się o gwóźdź tkwiący w stopach, ponieważ mięśnie jego nóg, nieanatomicznie zgiętych pod kątem 45º, były skrajnie zmęczone i dotknięte silnym skurczem.

Wbrew obrazom z hollywodzkich filmów, ofiara ukrzyżowania nie była nieruchoma, ale przez cały czas się poruszała. Ukrzyżowany był zmuszony do podnoszenia i opuszczania swojego ciała, żeby móc oddychać. Oddychanie było związane z rozrywającym bólem, połączonym z ciągłym lękiem przed uduszeniem, który zmuszał do coraz większego wysiłku, co z kolei powodowało dalsze słabnięcie, a każdy ruch wywoływał straszliwy ból nerwów pośrodkowych, rozerwanych przez gwoździe wbite w nadgarstki – pisze dr Davis.

Od strony fizjologicznej, ciało Jezusa przechodziło serie katastrofalnych i śmiertelnych zdarzeń. Nie mógł normalnie oddychać i znajdował się w stanie niedotlenienia. Ciśnienie krwi zaczęło spadać, a krew nie była w wystarczającym stopniu natleniona. Fizjologiczne odruchy zmuszały Jezusa do brania głębszych wdechów, przez co niezależnie od swojej woli musiał zwiększać intensywność ruchów na krzyżu, mimo ciężkiego bólu. Agonalne ruchy występowały kilka razy na minutę, ku radości tłumu i żołnierzy.

Około godziny 15:00 Jezus powiedział „Tetelastai”, czyli „Wykonało się” i umarł najprawdopodobniej z powodu niewydolnośc serca poprzedzonego wstrząsem i tachykardią i tamponadą serca.

Kiedy żołnierze podeszli, aby złamać mu nogi, był już martwy. Żadna z jego kości nie została złamana, zgodnie z przepowiednią biblijną.

Dla upewnienia się, że Jezus nie żyje przebito ciało włócznią. Stało się to na początku kwietnia 30 lub 33 roku naszej ery, w piątek tuż przed szabatem.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.