Takich wiadomości nie da się przekazać bez ściśniętego gardła. Jak przekazał prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, powrót po uwięzionych pd ziemią ratowników górniczych będzie możliwy dopiero za kilka tygodni lub miesięcy. Do tego czasu akcja ratownicza nie będzie prowadzona.

To bardzo trudne, ale podjęliśmy decyzję o wyizolowaniu tego rejonu kopalni – przekazał Tomasz Cudny. Podjęliśmy decyzję o odstąpieniu od prowadzenia akcji ratowniczej w celu wydobycia tych siedmiu górników”.
Przypomnijmy: 20 kwietnia, w środę, piętnaście minut po północy w kopalni węgla kamiennego „Pniówek” w Pawłowicach k. Jastrzębia-Zdroju doszło do wybuchu metanu.  Obrażenia odniosło dwadzieścia osób, pięciu górników zmarło. Poszkodowani trafili do szpitali w regionie: Rybnika, Jastrzębia-Zdroju, Wodzisławia Śląskiego, Żor oraz do Siemianowic Śląskich, gdzie przyjęto najciężej poparzonych.

Wczoraj po godzinie 20:00 pod ziemią doszło do kolejnych eksplozji. O 23:14 Jastrzębska Spółka Węglowa wydała oficjalny komunikat:

„W kopalni Pniówek w Pawłowicach, gdzie trwa akcja ratownicza po środowych wybuchach metanu, w czwartek wieczorem doszło do kolejnych wybuchów. Do zdarzenia doszło podczas pracy ratowników górniczych przy wydłużaniu lutniociągu w chodniku N-12 w rejonie ściany N-6, który miał umożliwiać dojście do poszukiwanych górników w ścianie. Po dołożeniu kolejnej lutni, w trakcie wycofywania ratowników doszło do kolejnych wybuchów w wyniku których, podmuchy objęły 10 ratowników, którzy ulegli urazom. Wszyscy po wyjechaniu na powierzchnie trafili do okolicznych szpitali , większość z nich na obserwację. Wszyscy ratownicy opuścili zagrożony rejon o własnych siłach. Wybuchy wstrzymały prace przy budowie lutniociągu, a co za tym idzie, również akcję poszukiwawczą siedmiu pracowników, którzy ucierpieli podczas wybuchów, które miały miejsce w środę.”

Dziś o 9:30 okazało się, że nie ma szans na darcie do 7 ratowników, którzy utknęli w rejonie katastrofy. I niestety przez co najmniej kilka tygodni dotarcie to nie będzie możliwe.

– Już byśmy tą determinacją nie zwojowali więcej, poza narażaniem kolejnych zastępów. A tak nie może być. Sytuacja się zmienia. Na to wpływu nie mamy. Dzieje się rzecz poza kontrolą zastępów i wentylacji. – mówił Edward Paździorko, wiceprezes JSW. – Próbujemy kolejnej metody, którą ustaliliśmy, to jest sposób który będzie prowadzić do zamknięcia rejonu, żeby można było zapewnić bezpieczeństwo pracy w pozostałej części kopalni.

To oznacza, że w rejonie eksplozji nie będzie pracował żaden ratownik. Piotr Buchwald, prezes zarządu Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego tak tłumaczy tę trudną decyzję:

– Ta akcja od początku była prowadzona w trudnych warunkach. Różnego rodzaju zaburzenia wentylacyjne, które występują w tej partii akurat, gdzie nastąpił na początku ten wybuch, mówią o tym, że my musimy przede wszystkim ustabilizować sytuację wentylacyjną. Ta sytuacja jest w tej chwili bardzo trudna. Ratownicy zawsze, w każdej sytuacji, idą na krawędzi przepisów i ogromnego ryzyka. My musimy stworzyć im warunki dobrej, bezpiecznej pracy.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.